Cwałem przez życie

Wpisy

  • niedziela, 31 sierpnia 2014
    • Wyjazdy i powroty

      Ten weekend był w ruchu - najpierw prawie 200km na wesele, K nie dał rady dojechać, dzwonił w nocy, że może będzie na 7 rano. Powiedziałam mu, żeby dał sobie spokój. Wesele było niefortunnie w piątek. Za to pojechałam z kuzynką i jej 80-letnimi rodzicami. Wujek pierwszy raz spał w hotelu, który miał pokoje z łazienką i telewizorem, całą drogę powrotną opowiadał nam o tym pokoju.

      Wesele było cudne: ciepłe, rodzinne i bawili się wszyscy. Wyskakałam się za wszystkie czasy, tylko K brakowało, bo chociaż był zaproszony, nie zdołał przesunąć terminów. Miał wcale nie przyjechać, ale udało mu się wyjechać w piątek i miałam lekki dylemat, bo z kolei mój tata ma imieniny 2 września i powiedziałam mamie, ze po weselu zostanę u nich, bo mama chciała w niedzielę wyprawić imieniny. 

      Z drugiej strony jak tu zostać, kiedy K w domu czeka? To zrobiłam taki manewr, że pojechałam w sobotę wieczorem do domu a w niedzielę, czyli dziś znów pojechałam do rodziców.

      Jutro szkoła - nie jestem na nią gotowa.

      Na nic nie jestem gotowa. 

      Z nowości: dziś na śniadanie przyszła do nas K2. I było całkiem miło - nie wiem, czy to przyjąć za dobrą monetę, czy czekać na rozwój sytuacji - potrzebuje czegoś czy nie? To właśnie jest przykre, że nie potrafię myśleć o niej, że może zrobić coś, co nie ma drugiego dna. Obym się myliła.

      I tęsknię za K. Okrutnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 sierpnia 2014 23:17
    • Otrzeć się o śmierć

      Dziś dowiedziałam się o śmierci męża koleżanki. Nowotwór, zostawił dwie córeczki. W takich chwilach zawsze zawsze życie mi się przewartościowuje i moje problemy zaczynają mieć inny wymiar.

      Nie mogę przestać o tym myśleć. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 sierpnia 2014 23:06
  • środa, 27 sierpnia 2014
  • sobota, 23 sierpnia 2014
    • Ćwiczę

      Chodakowska mnie powala na pysk w przenośni i dosłownie. Źle się ze sobą czuję, nie umiem się odchudzać i w zasadzie nie chcę diet. I tak ich nie będe trzymać, bo po prostu nie będzie mi się chciała tego jedzenia przygotowywać.

      No ale tyle się słyszy o Chodakowskiej...wróciłam do skalpela i przy piątym ćwiczeniu padłam na twarz i zaryłam w dywan. Ale skoro ona to robi, to chyba jest to możliwe? Nie nie, nie przestałam ćwiczyć, dociągnęłam do końca, ale umarlam 10 razy po drodze. Znaczy to, że moje ćwiczenia były do dupy, bo ani nie schudłam, ani mięśni nie mam, ani kondycji nie poprawiłam. Jak wytrzymam z tym moim kolanem, to może coś z tego będzie.

      Nie miałam tydzień auta i mam zakwasy od chodzenia. Coś nieprawdopodobnego. Jak tu się więc dobrze czuć? Ani się człowiek obejrzał a przestał sie ruszać i tyle. Potem się dziwić, że się ma te kilka kg więcej.

      Jest jeszcze jedno "za" ćwiczeniami - podobno powinnam czuć się po nich szczęśliwsza. Zobaczymy.

      Doszłam do wniosku, że będę ćwiczyć codziennie, bo jak zalożę sobie 3xtydz, to nie będę ćwiczyć wcale. Tak to właśnie ze mną jest. Ciekawe ile wytrzymam. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ćwiczę”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 23 sierpnia 2014 16:15
  • poniedziałek, 18 sierpnia 2014
  • niedziela, 10 sierpnia 2014
    • ...

      Jak mam przejść na druga stronę muru? Czuję się jak w klatce, coś mnie w niej trzyma, paraliżuje mnie, nie pozwala działać.

      Gdybym mogła zamknęłabym się w swoim pokoju i nie wychodziła. 

      Dopadł mnie lęk. Przed zmianą, brakiem pracy, przed problemami z naszymi dziećmi, przed Rexem, przed tym co nieuchronne. Przed życiem.

      Muszę wstawać rano, bo są dzieci. Do tego ciągle ktoś przyjeżdża - to akurat błogosławieństwo, bo inaczej znikłabym jednak. Ale nie mam siły, żeby coś zrobić, spacer jest dla mnie wyzwaniem. Pisanie jest wyzwaniem, wysłanie CV jest wyzwaniem, ugotowanie obiadu jest wyzwaniem...

      Chwilowo życie mnie przerosło.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 sierpnia 2014 22:31
  • poniedziałek, 04 sierpnia 2014
    • I tak poza tym, to mam doła

      Bo nic mi nie idzie jak powinno, K też nie. Ciągle tylko ciągnie w dół i w dół. I nie wiem, co zrobię, jak pracy nie znajdę. 

      A ex dziś wieczorem nie dzwoniła. Jej goście wyjechali. Z K2 za bardzo nie mam kontaktu od czasu wspólnych wakacji. Widocznie podobnie jak ja ma przesyt, co rozumiem i nie powiem, żeby mnie specjalnie martwiło.

      Rex przywiózł dzieci i zostawił bez słowa, nawet cześć nie powiedział. Alimentów też nie przelał. Ciekawe. 

      Chłopcy za to przyjechali stęsknieni, więc wytuliliśmy się jak nie wiem co. I nawet pierwszą kłótnię z Piotrkiem mam za sobą:)

      K poszedł spać, chyba ma dość wszystkich trzech bab, ale to tylko jego wina.

      Dom wariatów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „I tak poza tym, to mam doła”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 sierpnia 2014 01:04
    • My swoje, życie swoje

      Zamiast w środę wróciliśmy w czwartek w nocy. Jechało się fatalnie, bo co rusz albo roboty drogowe, albo wypadek. Mieliśmy wyjechać o 12:00, wyjechaliśmy o 16:00, ale to chyba nic dziwnego już. W zasadzie nie wkurzałam się wcale, bo gdzie mi się spieszyło? 

      Rano w piątek, kiedy ocknęliśmy się po podróży, okazało się, że K zapomniał zamówić kołnierzy do okien. Może nie tyle, że zapomniał, co nie skojarzył, że koniec miesiąca to już a nie za tydzień. Cały ranek szukaliśmy więc tych kołnierzy. Znaleźliśmy! Tak! W....Poznaniu. No to trzeba było jechać po nie, bo DHL na sobotę by nie dowiózł. Problem był tylko jeden: mieliśmy do dyspozycji tylko moje nieduże auto, bo bus K miał dojechać z Niemiec dopiero w sobotę rano. No to K zadzwonił do tego dystrybutora i zapytał o wymiary kołnierzy. Zmierzył mój samochód, ucieszył się, że wejdą i pojechaliśmy. Z przyjemnością oświadczyłam, że będę mu towarzyszyć, bo to raźniej zawsze, a dzieci miały wracać dopiero w niedzielę, więc co mi tam. Problem był tylko taki, że K umówił się z K2 o 17-tej we Wro, więc musiał zadzwonić, że przekłada spotkanie na sobotę. K2 bardzo chciała się z nim spotkać, myślałam, że ze względu na minione w ubiegły piątek imieniny.

      W drodze okazało się, że na pewno nie dojedziemy do 15-tej na miejsce, więc znów dzwoni K do dystrybutora, że będziemy jakieś 15 min później. Okazuje się, że jeden z pracowników mieszka w miejscowości, do której się jedzie w naszym kierunku, więc spokojnie możemy się nie spieszyć, poczekać na niego na umówionej stacji i tam przerzucimy towar. Tak też robimy, czekamy ok 1h na tej stacji, K zdążył się zdrzemnąć, w końcu patrzymy, jedzie nasz dystrybutor! wielce uradowani, otwieramy bagażnik, gotowi do startu, czyli do przeładowania kołnierzy. I tu zonk, bo kołnierze nie wchodzą ani przodem ani tyłem, ani bokiem ani w żaden inny sposób. Mina K bezcenna, podobnie jak moja.

      - ej, to jak mierzyłeś ten samochód? - no nie muszę, ale pytanie samo ciśnie się na usta.

      - dałbym głowę uciąć, że mierzyłem dobrze! - K jest wściekły, zmarnowaliśmy 200 km i cały dzień - jakie to są wymiary? - pyta nagle tego pracownika, co to przywiózł. Ten mu mówi.

      - no widzisz  to gość mi chyba podał wewnętrzne, a nie zewnętrzne! - K już rozumie skąd ta rozbieżność. bo bez kartonów by weszły, ale nie będę ryzykował, że się zniszczą.

      - mogę je panu przechować u mnie w domu - oferuje swą pomoc pracownik - nie ma żadnego problemu, a pan jutro by przyjechał większym autem. Z daleka pan jest? - pyta z zaciekawieniem.

      - niech pan nie pyta - mówię - raczej z daleka.

      K myśli i myśli, aż w końcu proponuję, żeby skorzystał z oferty pana pracownika. Jest w tej sytuacji najrozsądniejsza. Tak też robimy i wracamy.

      Po drodze K opowiada mi, jak mu się wszystko chrzani w tej pracy, że nie ogarnia i że ma dość. Rozumiem go, bo faktycznie pech go prześladuje.

      - dobrze, że P. wraca jutro busem - mówię - to akurat się nim podjedzie.

      Jesteśmy zmęczeni, więc po drodze wstępujemy na kawę do mojego kuzyna i pędzimy do domu.

      Rano w sobotę K jedzie znów po kołnierze. Sam, bo ja jadę do rodziców. jesteśmy jednak w kontakcie, bo jestem ciekawa czy wszystko się powiodło.

      - odebrałem! - cieszy się K ok 13-tej - wracam już.

      Od tego telefonu dłuższy czas się nie odzywa, więc dzwonię, czy może już dojechał.

      - nawet nic nie mów. Bus mi się zepsuł. Stoję w Ostrowie i próbuję zobaczyć co się stało. Wężyk od wspomagania strzelił.

      Na chwilę zamieram, ale nagle przychodzi mi coś do głowy.

      - tak miało być! - wypalam - gdybyśmy wczoraj odebrali, bus by stał aż do twojego wyjazdu a potem rozkraczyłby ci się na autostradzie. A tak w poniedziałek naprawisz go u nas i spokojnie pojedziesz dalej. To nie pech,to szczęście, że tak się potoczyło. Mielibyśmy dużo większy problem.

      - tylko, że znów muszę przełożyć spotkanie z K2 na niedzielę. 

      Wracam wieczorem i wyciągam go na spacer. Sądzę, ze dobrze nam zrobi, bo pogoda piękna i jest bardzo przyjemnie. Uszliśmy jakieś 200 m, gdy zadzwoniła jego ex.

      U jego ex są obecnie goście: jakieś małżeństwo z dwójką dzieci. K ich nie zna, ale nie musi, K2 pojechała tam, ale o coś się pokłóciła z mamą i wyjechała. Codziennie ok 21 któreś z tych dzieci chce grać i ex próbuje te gry włączyć, ale że nie umie, a z K2 się nie odzywa, to dzwoni do K. Gdyby to nie była ta pora i to, że codziennie, to pal sześć. Ale dzień był dość stresujący, to mnie trochę wnerwiło, tym bardziej, że K też nie wiedział, jak to się uruchamia i musiał dzwonić do K2, żeby się dowiedzieć, bo ani ex nie zadzwoni do K2, ani K2 do ex. Po 4 telefonie nie wytrzymałam, a K się bardzo zdziwił, że mnie to wkurza.

      - no wkurza, jak cholera mnie wkurza, a jak nie wyłączysz tego cholernego telefonu, to wracam i koniec romantycznego spaceru. To nie choroba ani jakiś kataklizm, awaria poważna, tylko gra o 21 z minutami, gdzie dzieci powinny spać! - mam słowotok - a ja codziennie nie mogę niczego z tobą zrobić, bo wiecznie są telefony od ex! I to nie jeden a pięć! Nawet o 23! Tak, jakbyś nie miał prawa do własnego życia. Przyjedź natychmiast, przywieź mi to, przywieź tamto. Co to kurna jest? Nie ma do kogo zadzwonić? tym bardziej, że z K informatyk żaden przez wielkie Ż.

      Dzień wcześniej pojechał tam uruchomić inną grę, więc dzisiaj ex też chce, żeby przyjechał, bo do K2 nie zadzwoni i już.

      K patrzy na mnie i mówi do telefonu, że nie przyjedzie, bo nie może. Bo ma inne plany. Nie, nie może. Nie potrafi jej pomóc. Niech zadzwoni do K2. Nie, on nie będzie już nigdzie dzwonił. To tylko gra, może przecież włączyć tą co wczoraj. 

      No to resztę spaceru kłócimy się i godzimy. Ex wcześniej prawie w ogóle się do niego nie odzywała, więc nie wiem, co jej się stało i nic nie rozumiem. Może chce coś udowodnić tym znajomym, a może licho wie co. Generalnie nerwy z postronków się urwały. Tłumaczę K, że ja nie wydzwaniam do Rexa, tym bardziej, gdy jest wieczór i wiem, że jest z Anką. Jak coś się dzieje, dzwonię do brata, jak K nie może. Ex K też ma braci i siostry ma i faceta pewnie też. 

      W końcu wygadaliśmy się, wróciliśmy i poszliśmy spać. Rano K pojechał do ex, bo kot zaginął. Kota K kocha, to wiem, więc już nic nie jęczałam. Pojechał i już. Po południu udało mu się w końcu spotkać z K2, umówił się we Wro, pojechał cały w skowronkach, co prawda dzień wcześniej jeszcze mówił coś o rozmowie na temat relacji z K2 z mamą, ale coś to chyba najwidoczniej wyparowało. Mówię mu, że jestem ciekawa, co K2 przygotowała mu na imieniny.

      Po 3h telefon. To K. Cieszę się, bo już zaczynałam się niepokoić. 

      - jak tam kochanie, już po spotkaniu?

      - w zasadzie nie, bo K2 chce przyjechać ze mną do domu

      - do domu? - dziwię się, bo przecież z matką nie gada - do naszego?

      - nie, do ex, bo chce zobaczyć się z kotem

      - aaaa - obiecałam sobie, że nie skomentuję - a jak wam minął czas? Jak tam imieninowa niespodzianka?

      - eee, od K2 nic nie dostałem, bo nie miała pieniędzy, pojechaliśmy więc coś zjeść, tzn K2 jadła, a ja nie, bo nie byłem głodny, a w zasadzie pomyślałem, że będziesz na mnie czekać z kolacją, poprosiła mnie jeszcze, żebym z nią pojechał do Tesco i zrobił jej zakupy, bo wiesz, z kasą krucho.

      - a potem przywiózł do domu - dokończyłam grzecznie. Już zrozumiałam, dlaczego tak jej zależało na spotkaniu z ojcem.

      Zaczynam mieć koszmary senne, że tak wychowam sobie dzieci.

      Najlepiej jednak to ma K:  z jednej strony ex, z drugiej strony K2 a z trzeciej strony ja. I każda czegoś chce! Przesrane.

       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „My swoje, życie swoje”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 sierpnia 2014 00:52
  • czwartek, 31 lipca 2014
    • Koniec

      Jednak dziś wyjeżdżamy, ok 15-tej. Z jednej strony chciałabym tu zostać, ale przecież i tak nigdzie przed sobą nie ucieknę. No i dzieci nie ma, co najważniejsze. Trzeba będzie się ocknąć i zacząć działać, wziąć się w garść i myśleć co z pracą. Kolejny raz od nowa. Plus jeden, że chyba trochę tutaj naładowałam akumulatory. 

      I'll be back...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 lipca 2014 09:23
  • środa, 30 lipca 2014