Cwałem przez życie

Wpisy

  • wtorek, 28 października 2014
    • Jak gryzie koń?

      Czytamy wieczorem z Piotrkiem jego ukochane quizy o Kosmosie. Ponieważ czytamy je 150 raz, to Piotrek średnio się skupia, nie mówiąc o mnie:) Nagle zaczyna opowiadać o szkole, w końcu podciąga nogawkę od piżamy i pokazuje mi dziwnego siniaka.

      - widzisz mamo?

      - co to jest?- pytam zdziwiona

      - Michał, ten jeden z bliźniaków, mnie ugryzł, pokazywał mi JAK GRYZIE KOŃ...

      - Rety to, musiało cię strasznie boleć - mówię ze wspólczuciem

      - No tak i uciekałem przed nim, zrobiłem jakieś pięć okrążeń boiska, bo potem chciał mi pokazać, jak gryzie DINOZAUR...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak gryzie koń?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      wtorek, 28 października 2014 21:45
  • piątek, 24 października 2014
    • No to proszę Państwa...zaczynamy!!!

      Pierwsze spotkania z klientami:)

      Nigdy nie czułam się tak gruntownie przygotowana do pracy. "Ryłam" non stop przez 3 tygodnie, nie dosypiałam i nie ogarniałam niczego. Lepiej nie będzie. Chyba wpadanie z deszczu pod rynnę to moja specjalność, jeśli chodzi o czas pracy. Nie mam już siły na zmiany, ani na kolejne szukanie. Podejmuję tą rękawicę. K dziś bank cofnął kredyt obrotowy i nie wiem, co zrobimy.

      Przetrwaliśmy jednak tyle złych chwil, że i tą jakoś zniesiemy. Mam nadzieję.

      Chwilowo czuję się wyczerpana. Do cna. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      piątek, 24 października 2014 22:08
  • wtorek, 21 października 2014
  • wtorek, 14 października 2014
    • Z życia

      Nie był to najlepszy mój dzień. Miałam iść rano do US i zaspałam. Miałam wpłacić pieniądze we wpłatomacie i nie zdążyłam. W pracy warsztaty: scenki z kamerą, coś czego nienawidzę a uciec się nie da. Przeżyłam. Jadąc znów do wpłatomatu przypomniałam sobie, że mam dentystę o 19:15! Lecę więc do domu, żeby zjeść coś jeszcze przed ta wizytą. 

      - a mama, a miałaś dziś robić gołąbki!! - od progu przypomina mi Piotrek.

      No kurczę, miałam! Pędzę więc jeszcze do sklepu po mielone i kapuchę, potem do dentysty i tu zonk, bo opóźnienie o pół godziny. Trudno, czekam. 

      Godzina wyjęta z życiorysu na fotelu dentystycznym minęła, zabieram więc tyłek i pędzę i do gołąbków z na wpół sparaliżowaną twarzą. Kolacja. Kapusta. Obgotowuję ją. Wrzątek. Jakimś cudem wrzątkiem chlapię sobie twarz, dekolt i uda. Krzyczę, a chłopcy przylatują, bo nie wiedzą o co biega. Dziwny widok, bo matka z gębą po kranem i ze ścierkami na pozostałych częściach ciała. Twarz i pierś pieką najbardziej. Pryskam na się Penthanolem, który na moje szczęście ostał się po wakacjach...Zaczynam się śmiać przez łzy.  Na szczęście nie powinno być wielkich śladów.

      Zaraz, zaraz - jeszcze wisienka na torcie, takie ukoronowanie dnia: okres. Pozaplanowy oczywiście.

      A więc poddałam się: gołabki bulgoczą, a ja leżę na łóżku i dogorywam. Byle do jutra...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 października 2014 23:10
  • czwartek, 09 października 2014
  • piątek, 03 października 2014
  • poniedziałek, 29 września 2014
    • Dzień Michała

      Dziś imieniny Michałka, które przebiegły niestety pod znakiem Piotrka - czyt. lekcje.

      Zamówiłam mu słuchawki, które sam sobie wybrał - fajnie, bo już długo o nich marzył. Zrobiłam mu ulubione ciasto, poszliśmy jeszcze do cukierni na lody i pozałatwiać parę spraw, co sprawiło, że czas na odrabianie lekcji znacznie się skurczył. 

      Na szczęście Piotrek miał dobry humor i powoli ogarnęliśmy - z matmy nic dzisiaj nie było zadane, albo nie zaznaczył w ćwiczeniach - wolę myśleć, że nic nie było.

      Rozmawiałam ze starymi opiekunami- chętnie się Piotrkiem zajmą, więc kamień z serca. Jutro idę zanieść im klucze. 

      Jutro idę też do fryzjera - muszę coś z włosami wymyślić, a potem kawka z koleżanką, którą bardzo lubię (koleżankę znaczy). 

      Dziś zdążyłam też do kosmetyczki, po paznokcie musiałam zrobić, a ta przyprowadziła koleżankę, która podejrzewa u swojego syna ZA. Powiedziałam jej, co mnie niepokoiło, ale wysłałam ją do dr Borysa - niech fachowiec z nią rozmawia, bo co ja tam wiem. Wszędzie widzę ZA, a może u je syna, to zupełnie co innego?

      Byłam też w banku i pokłóciłam się z klientem, który wszedł bez numerka i się wepchnął. Pokłóciłam się, a nie mam PMS. Może dlatego, że nie miałam czasu, Piotrek umierał z nudów, bałam się, że Michał będzie nas szukać, bo odłączył się na chwilę. Zdobyłam uznanie kolejki, szczególnie jak głośno powiedziałam do Piotrka, który zapytał, dlaczego pan tam wszedł bez numerka, że to przykład braku kultury. I że jak ktoś tak postąpi, to reszta czuje się oszukana. Pan poczerwieniał na twarzy a ludzie zaczęli się śmiać. W sumie, to nawet nie wiem, po co to zrobiłam, bo tylko się jeszcze bardziej nakręciłam. 

      Wieczór minął pracowicie - ciągle nadrabiamy z Piotrkiem miniony tydzień. Chwilę jeszcze pogadałam z Michałem, bo widzę, że się czuje opuszczony i zaniedbany przez matkę. Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że mój malutki Michaś już jest taki wielki i fajny. W sumie chyba był zadowolony, bo cały wieczór ktoś do niego dzwonił z życzeniami.

      A środa coraz bliżej - nie mogę się doczekać. I sobota coraz bliżej - tu też nie mogę się doczekać, hehe. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 września 2014 22:18
  • niedziela, 28 września 2014
    • Kto to wytrzyma?

      Rex zadzwonił, że jak chcę, może wziąć dzieci na weekend, bo się stęsknił - e tym tyg u niego nie spali. Dzieci chciały a mi przydało się trochę odpoczynku. Zapakowałam Rexowi lekcje Piotrka, które pozostały do odrobienia i pojechali.

      Dziś wrócili - z lekcji zrobili tylko angielski w sobotę, dziś Piotrek nie chciał pracować. Dostał zakaz na komputer przez trzy dni - Rex obwieścił, że mało go nie pobił.

      Rozumiem go doskonale. Robiłam z nim pozostałe lekcje (w tym matmę, hehe) znów 4h. Zrobiliśmy jednak, ale nie wiem do końca, czy on coś z tego kuma czy nie.

      Szkoda, że my, rodzice, nie rodzimy się z umiejętnością radzenia sobie z dziećmi dysfunkcyjnymi, bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

      Muszę coś na koncentrację wymyślić, Piotrek kompletnie nie może się skupić, nudzi się i to jest główny problem na chwilę obecną.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 września 2014 22:37
  • sobota, 27 września 2014
    • K

      Nie moge sie go doczekac!!!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 27 września 2014 11:32
    • Piotrek i matma

      4h dziennie robimy 2 strony z ćwiczeń. Zadania trudne, bo np mnożenie dwucyfrowych liczb i trzeba znać kolejność działań. Piotrek od wtorku w domu, bo chory. Siedzimy więc nad tą matmą i mamy obliczyć np 36x6. W zeszycie ma to rozpisane, więc mu pokazuję: (30+6)x6=30x6+6x6 itd

      Piotrek z automatu się blokuje:

      - mamo, dlaczego tu jest nawias, co to w ogóle jest!

      Próbuję mu wyjaśnić o co chodzi, ale słyszę:

      - tak nie powinno być, co to w ogóle jest! W szkole pani nam mówiła (czyt. w klasie 1-3), że w nawiasie zapisujemy to, co powinniśmy zapamiętać, a nie w matematyce!!!

      Dobra, odkładamy matmę, zabieramy się za polski - za chwilę powinnam obmyśleć sposób, jak przekuć się przez mur. 

      Piotrek przepisał zaległe lekcje. Kiedy sprawdzam, niczego się nie mogę doczytać! Zdania zaczynają się od połowy linijki i co dwie linijki! Ręce mi opadły. Piotrek pisze lewą ręką, pisząc, zasłania sobie pół zeszytu. Nie jestem w stanie przeskoczyć jakości pisma. Specjalnie pisze zmazywalnym piórem, zmazujemy więc 3 razy i 3 razy poprawiamy. Na to samo. Zachowuję spokój, ale tylko na zewnątrz. Mam wielką ochotę powiedzieć:

      - kurwa Piotrek, ja wysiadam.

      Ale mówię: Piotruś, poczekaj chwilę, polski zostawiamy. Otwórz matematykę i zastanów się chwilkę nad pozostałymi zadaniami, ja zaraz wrócę.

      Wychodzę, bo nie mogę powstrzymać łez bezradności i wściekłości. Próbuję się uspokoić, ale dzwonię do Rexa, który wyjechał na cały tydzień:

      - słuchaj, proszę cię o pomoc z matmą. Piotrek się zawiesił, ja nie mam pomysłu i mam tak dość, że musiałam wyjść, bo nie wiem, co bym zrobiła w afekcie. Potrzebuję wsparcia.

      - jak ty wysiadasz, to co dopiero ja! Na samą myśl mam dość - mówi ze śmiechem, trochę mnie to rozładowuje.

      No tak, dzięki.

      Rozmawiamy jeszcze chwilę, Rex mówi, że pewnie, że pomoże, jak musi, ale w przyszłym tygodniu też go nie ma. Dobra, wracam do Piotrka. Patrzymy na zadanie. Piotrek nadal zawieszony, daję mu więc ściągę z tabliczki mnożenia, bo mam wrażenie, że nic nie pamięta. Że w ogóle zero. Nie rozumie nawet, że dzielenie jest odwrotnością mnożenia:

      - dlaczego mówisz mi o mnożeniu, jak rozmawiamy o dzieleniu! - jest wyraźnie zmęczony, nie dziwię mu się, bo jest chory. Mamy jednak codziennie 2 strony z ćwiczeń, nie zdążymy nadrobić, musimy chociaż trochę zrobić.

      - Piotruś, dobrze: ile jest 36 podzielone przez 6?

      - jakie przez, jakie przez? nie mówi się tak! 

      - a jak się mówi?

      - podzielone na!!!

      - dobrze, 36 podzielone na 6, ile to jest?

      - skąd mam wiedzieć????

      Powtarzam sobie, że spokój czyni cuda. Mówię mu więc spokojnie:

      - wiem, że wiesz, tylko jesteś zmęczony. Zostało nam zadań na 10 min i albo je zrobisz teraz ze spokojem, albo dzwonię do taty, że jak będziesz u niego - a to z nim będziesz robił teraz matematykę, jeśli tylko będzie w domu, to poproszę, żeby dał ci dodatkowe zadania. 

      Piotrek milcząco gapi się w ćwiczenia.

      - chcę cukierka - mówi, nie patrząc na mnie - podobno trzeba jeść coś słodkiego jak się dużo uczy.

      - myślę, że to dobry pomysł - mówię - przyniosę ci kawałek czekolady a ty w tym czasie zrób te zadania.

      Wracam i widzę, że wszystko zrobione!!! Klapię na krzesło obok Piotrka. Jutro jadę na cały dzień do Wro, będzie sam i będzie musiał zrobić sam część pozostałych lekcji.

      Robię kolację, po kolacji Piotrek ożywiony, nie chce iść spać - przegląda wszystkie książki o kosmosie i czegoś szuka, ma ich z 10. Jestem tak wykończona, że postanawiam wyjść na chwilę z domu i jadę na godzinę do galerii kupić coś na jutro do jedzenia. Wracam z m. in. pięknymi butami dla siebie niekoniecznie na jutro i niekoniecznie do jedzenia.

      - jak tam chłopcy? - pytam, wchodząc do domu. Trochę mnie to wyjście rozładowało.

      - wyobraź sobie mamo, że w żadnej książce nie ma odpowiedzi na moje pytanie! - Piotrek jest wyraźnie zawiedziony

      - na jakie pytanie?

      - dlaczego wszechświat się rozszerza! 

       

      Kolejny dzień. Wyjeżdżam do Wro. Instruuję Piotrka co ma zrobić i kiedy.

      - mamo, a zostawiłaś mi listę?

      - jaką listę?

      - no, to co mówiłaś, bo nie słuchałem. Co mam zrobić.

      Szlag. Lista. Że też o razu nie pomyślałam, że do niego trafia się listą!

      Przygotowuję więc i jadę. Ma kolejne dwie strony z matmy - robię test dla siebie i niego. Ustawiam stoper na 2h, mnie nie będzie ze 4. Po 2h ma zrobić lekcje. Dzwoni.

      - a mama, a jak zrobię tą matmę, to powiesz tacie, żeby nie dawał mi tych dodatkowych zadań?

      Jednak słucha.

      - dobrze, ale jak dobrze zrobisz zadania. 

      - ok

       

      Wracam z myślą, że zrobił ze dwa, trzy zadania, były trudne. Z niedowierzaniem patrzę na otwarte strony: zrobił wszystko i do tego dobrze.

      Nie nadążam. 

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 27 września 2014 10:11

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

;