Cwałem przez życie

Wpisy

  • sobota, 30 stycznia 2016
    • Podsumujmy

      Od listopada mamy udrękę. I on i ja i wszyscy wokół. Ciągłe parcie wymusza u Piotrka wielogodzinne siedzenie na toalecie. Kilka wizyt u pediatry (3 różnych), szereg badań, które wyszły dobrze, szereg pomysłów alternatywnych wprowadzanych w życie z oporem większym lub mniejszym, nawet 2 tygodniowe niechodzenie do szkoły nie dało efektów. Piotrek blady i zielony, bez sił, niczym król nie schodzi ze swojego tronu. Nigdzie nie wychodzi z domu, nie jeździ na wycieczki. Nawet te, na które tak czekał, m.in do schroniska dla zwierząt. Mało tego - ja pojechałam, bo wcześniej błagał, żebym pojechała jako opiekun, więc ja pojechałam skoro już się zobowiązałam, a on nie.

      Był jednak plus ogromny tej wycieczki. Wszystkie dzieci pytały mnie, na co Piotrek jest chory i kiedy wróci do szkoły. Powiedziałam im, że po przerwie świątecznej, ale że nie zaraża i mogą go odwiedzić. Od razu przyszło mi na myśl, że to też byłby świetny sposób na to, żeby przekonać go, że jest lubiany w klasie, podczas gdy on usilnie twierdzi, że go nikt nie lubi. Na drugi dzień miała być wigilia klasowa i aż się wzruszyłam, gdy podchodzili do mnie podczas wycieczki i żałowali, że Piotrka nie będzie. Dostał od kilku kolegów różne kartki ze zwierzętami zakupione w schronisku, a jeden z nich robił zdjęcia psom specjalnie, żeby Piotrek móg je zobaczyć chociaż w taki sposób.

      Na drugi dzień zadzwoniła do mnie opiekunka, że właśnie kilkanaście osób przyszło odwiedzić Piotrka. Zabrali z wigilii owoce, ciasto i po prostu przyszli. Piotrka mina była bezcenna, a mi na samą myśl, zakręciła się łezka w oku. Miałam nadzieję, że wieczorem wypadnie nam chociaż jedna mantra z obiegu pt: nikt mnie lubi, co ja takiego zrobiłem, że nikt mnie nie lubi mamo?

      Czas biegnie szybko. Niechodzenie do szkoły na niewiele się zdało. W międzyczasie jednak mieliśmy święta i były to najpiękniejsze święta, które mieliśmy do tej pory. Była K2, chłopcy, MAMA K (!) i my. Michał dostał pod choinkę książkę, którą sam napisał, a którą zdążyłam wydać. Był to spory wyczyn finansowy, jednak jestem tak niesamowicie z niego dumna, że uważam, że ta książka jak najbardziej była warta tych pieniędzy. Piotrek dostał to chciał, więc też był zadowolony. Dla K2 przygotowaliśmy również kilka niespodzianek i widać było, że trafiliśmy w dziesiątkę. Ja dostałam dwie pary pięknych kolczyków - na dwie okazje, wraz z naszyjnikiem i szczęka mi opadła na długo. Pierwszy raz dostałam też prezent od chłopców - śliczną filiżankę. Mama K okazała się całkiem fajna i naprawdę miło spędziłyśmy czas. K2 zmyła się dość szybko, bo pogodziła się z mamą i umówiła się z nią na spędzenie reszty wieczoru.

      Sylwester minął równie przyjemnie, bo pierwszy raz byli z nami chłopcy, przyjechała też moja przyjaciółka i w zasadzie było tak wesoło, że uśmiałam się jak już nie pamiętam kiedy.

      Piotrek wrócił do szkoły, więc wróciliśmy do porannych zaklęć, żeby wyszedł z domu. Na szczęście K przez miesiąc miał nie wracać do pracy, więc bardzo mi pomagał w ogarnięciu porannych tematów. Nie ma to jak odszronione i zatankowane auto, kawa do łózka i świeże bułeczki. Nie wspominając o śniadaniu do pracy. Anioł po prostu. Powoli ranki stawały się znośniejsze, jeśli chodzi o Piotrka, ale wieczory nadal były bez zmian. Zbliżał się czas mojego wyjazdu do Warszawy na podsumowanie roku w firmie. Ze względu na to, że były to dwa dni, oczywiście miałam stres co z tym zrobić, bo Rex nie mógł zając się dziećmi, bo też wyjeżdżał, poza tym Piotrek nie chciał do niego iść, a o K się bałam, że nerwowo nie wytrzyma. Koniec końców wyjścia nie było i K podjął się opieki nad przede wszystkim Piotrkiem. A ja pojechałam, tym bardziej, że miałam odebrać nagrodę za jakość biznesu.

      Oczywiście Piotrek rozchorował się dzień przed wyjazdem - zapalenie gardła. Jak ktoś na to chorował, to doskonale wie, jaki to ból. Jeszcze w czwartek nic nie zapowiadało aż takiego obrotu sprawy, gardło go trochę bolało i miał lekką gorączkę, więc nie poszedł w piątek do szkoły, a potem rozchulało się tak, że K musiał jechać z nim wieczorem prywatnie do lekarza. Ale poradził sobie, kupił leki, podtykał Piotrkowi pod nos coraz to nowe smakołyki, żeby tylko coś zjadł, wieczorem głaskał go po plecach (żeby było tak, jak bym była w domu) i wstawał w nocy, jak go Piotrek wołał, żeby dać mu leki przeciwbólowe. Nawet po raz pierwszy w życiu Piotrek pozwolił sobie psiknąć lekiem do gardła, tak go bolało. Kiedy wróciłam, zapytałam Piotrka, jak się ułożyły jego relacje z K, gdy mnie nie było - NAWET DOBRZE - skwitował krótko, ale był to jeden z największych komplementów dla K, jakie słyszałam. Coś w nich pękło, ich relacja wcześniej była trudna, Piotrek cały czas zazdrosny o mnie, K mógłby stać na głowie i ruszać uszami, ale nic by to nie zmieniło. Tymczasem coś pękło, a czas pokaże, czy to trwała zmiana.

      Tydzień temu udało mi się odtransportować Piotrka do taty na weekend. Konsekwencją czego jest obecna sytuacja, czyli przygotowania do ślubu. Dla mnie trochę szok nie dlatego, że nie spodziewałam się ślubu, wiele razy o tym rozmawialiśmy, ale nie spodziewałam się tak szybko!!! Doszliśmy jednak do wniosku, że życie jest za krótkie, żeby czekać w nieskończoność. 

      Co do Piotrka, czekają nas w przyszłym tyg kolejne badania, wizyta u pediatry, gastrologa, w marcu u psychiatry i nie wiem co jeszcze. Na razie dzięki dziewczynom z forum testuję D3 i B - kompleks, Bo Piotr ma straszne zajady w kącikach ust. I jestem dobrej myśli, chociaż przewertowałam całą internę Szczeklika i nie znalazłam żadnego punktu zaczepienia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 30 stycznia 2016 09:31
    • No to załatwiamy:)

      Powinnam zacząć od początku, ale gdzie tu teraz początek?:)

      K zwariował. Wystrzelił z tym ślubem jak z procy. Poleciał załatwić termin w USC, tylko oświadczyć się zapomniał. To się nazywa manipulacja:) Musiałam podpisać dokumenty w USC, zanim powiedziałam oficjalnie TAK. Ale chyba K nie byłby sobą, gdyby zrobił wszystko po kolei. Dowiedziałam się podstępem (też umiem manipulować - HA!), że zamówił pierścionek, ale nie zdążył się zrobić na czas, czyli na zeszły weekend, kiedy to podjęta została decyzja. Na szczęście nie ma to znaczenia tak naprawdę, mogę jedynie się z niego pośmiać.

      A dziś stres wychodzi każdym moim porem, albowiem azaliż mam mega katar i gorączkę. I własnie sobie uprzytomniłam, że nie sprawdziłam, czy czasem nie dostanę okresu w dniu ślubu. Aaaaa! Jutro sprawdzę. 

      Kolejną atrakcją jest oczywiście podróż poślubna, na którą czekam z utęsknieniem, bo podjęliśmy decyzję, że jedziemy do Porto:) Bilety już mamy, nocleg się szuka. Na cały tydzień. Zawalę robotę, ale co tam. Nieczęsto ma się ślub (no nie mogę napisać, że raz w życiu, haha)

      Wszystkim już się pochwaliłam. Największy stres miałam oczywiście z moją mamą. Postanowiłam, że przekażę jej telefonicznie, bo zawsze w momencie agresji łatwiej zwiać:) Uzgodniłam z siostrą, która z nią mieszka, że da mi znać, jak mama to przyjęła i zadzwoniłam. Odebrał tata. Tato ma Alzheimera i pomimo tego, że dobrze kojarzy, nie może się do końca wysłowić. 

      - Cześć tato. Stoisz czy siedzisz?

      - stoję, bo wybieram się po mamę.

      - a to mamy nie ma? Bo mam newsa. To lepiej usiądź. Wychodzę za mąż. 23 kwietnia. Miało być 30-go, ale dziś zmieniłam datę, bo chłopców nie ma od 30-go.

      Cisza.

      - halo, tato? Szok, prawda? - zaczęłam się nerwowo śmiać.

      - no szok - ku mojej uldze tata się roześmiał - zabrakło mi słowa. 

      - to przekaż mamie i może porozmawiaj z nią, żeby przemyślała to sobie i żebyście przyjechali, serdecznie Was zapraszamy, bo będzie mi bardzo przykro, gdy Was zabraknie.

      - dobrze córeczko

      - to ja zadzwonię wieczorem.

      Zadzwoniłam potem do siostry i podzieliłam się z nią radosną nowiną, ze przekazanie newsa scedowałam niechcący na tatę. Gośka powiedziała mi, że mama już wie i że w zasadzie jest spokojna i nawet nie histeryzuje, co nas obie zdziwiło.

      Wieczór nadszedł bardzo szybko. Znów dzwonię. Tym razem odbiera mama.

      - cześć mamo

      - cześć córeczko

      - słyszałaś nowinę?

      - jaką? - moja mama jakby nigdy nic udaje, że nic ważnego się nie wydarzyło. Czyli teatr trwa.

      - tata nic nie mówił? - udaję, że nie wiem - skoro teatr, to grajmy w nim obie.

      - o czym?

      - że wychodzę za mąż w kwietniu.

      - a, mówił faktycznie.

      - to przyjedziecie? - mam cichą nadzieję, ze powie "tak" - będzie mi przykro jak Was nie będzie.

      - musimy się zastanowić, porozmawiamy jutro, zadzwonię do ciebie po południu, ok?

      No ok. Czekam w takim razie do jutra. Plus niespodziewany, że nie powiedziała od razu "nie"może tata z nią rozmawiał trochę.

      Nie powiem, żeby to nie były emocje, ale ulżyło mi, bo bardzo mi ten temat ciążył.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „No to załatwiamy:)”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 30 stycznia 2016 00:08
  • środa, 27 stycznia 2016
    • Kocham Cię, Życie

      Sześć i pół roku temu nie widziałam sensu życia. Nie miałam siły wstać z łóżka, jedynie to, że miałam dzieci trzymało mnie na tym świecie. Nawet moja wiara gdzieś zniknęła. Znajdowałam się w klaustrofobicznym tunelu, gdzie nie było widać wyjść ewakuacyjnych - co nie znaczy, że ich nie było.

      Przeszliśmy długą drogę, poprzez ekstremalne wydarzenia i morze nieszczęścia znaleźliśmy w końcu tęczę. Jesteśmy po jej jednej stronie i razem przejdziemy na drugą.

      Życzę każdemu, kto jest na życiowym zakręcie, żeby nie tracił wiary. Gdybym wtedy odeszła, odebrałabym sobie najpiękniejsze chwile życia, nie wiedząc nawet, że na mnie czekają. Oczywiście pomijam tu wszystkie inne aspekty takiej śmierci. NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA. I każdy ma Anioła Stróża. Mój łapie mnie w locie, chociaż może być już trochę tym zmęczony, więc pewnie cieszy się teraz, że jestem stabilniejsza:)

      Pielęgnujemy w sercu każdy wspólny dzień, żebyśmy mieli do czego wracać, żebyśmy mieli kotwicę, gdy życie znów powie "sprawdzam". 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Kocham Cię, Życie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      środa, 27 stycznia 2016 08:45
  • wtorek, 26 stycznia 2016
  • sobota, 12 grudnia 2015
    • Miesiąc

      Miesiąc, albo może nawet dłużej borykam się z Piotrka chorobą. Żaden lekarz nie wie co to, a na wizytę u jego psychiatry terminy są na marzec - prywatnie, żeby nie było. Tak to wygląda. Do innego psychiatry nie ma sensu iść, bo ten go zna jak własną kieszeń.

      Ostatnio lekarka zaaplikowała młodemu Bactrim, z podejrzeniem Yersinii. Pozwoliło to zwalczyć leukocytozę, ale nadal ma podwyższone OB i CRP, no ale złapał jakiś katar, więc może też przez to. Pomysłów mi brakuje, poza odrobaczaniem, co pozostało na końcu kolejki w leczeniu. USG jamy brzusznej ok i ASP, ALT, diastaza, hormony tarczycy ok, cukier lekko powyżej górnej granicy, ale nie wiem, czy to było godzina po jedzeniu czy mniej, więc trzeba powtórzyć. 

      Codziennie wieczorem zasypiał z płaczem i z płaczem się budził. Tak z lękami przed szkołą, o mnie, nadchodził wieczór i zastawał Piotrka ranek. Codziennie problem z wypróżnianiem, a bo chce a nic nie idzie. No i moja bezradność. 

      Oczywiście kłopoty w pracy, bo nie mogę prcować, skoro w większości jestem skupiona na Piotrku, pracuję na mimimum i efekty od razu widać. Cały czas jednak mam świadomość, że praca jest dla mnie, za to ja dla Piotrka. Jakoś trzeba to pogodzić. 

      Michał mi pomaga, K stara się też bywać dłużej w domu i wspiera mnie jak potrafi, czasem aż za bardzo, bo chciałby za mnie rozwiązywać problemy a to się nie da.

      Wydaję książkę Michała, przez dwa tygodnie nie mogłam znaleźć czasu, żeby ją przeczytać i przygotować do druku. Czytałam dwie noce, ale wydaje mi się, ze bardzo fajnie mu wyszła. Mam nadzieję, że zdążę położyć ją pod choinkę. Patrzę na tych moich synów i naprawdę mogę być dumna. Tak bardzo bym chciała wybudować im na tyle silny kręgosłup, żeby umieli podnieść się z każdego upadku i żeby tych upadków się nie bali. Żebym czasem nie związała im skrzydeł. Im są więksi, tym jest to trudniejsze, gdyż trzeba coraz bardziej luzować pępowinę a mój strach o nich jest tym silniejszy. Ale to mój problem.

      Czasem wieczorem kiedy siedzę na łóżku przy Piotrku, przychodzi Michał i całuje mnie w czubek głowy. Siedzimy sobie czasem tak chwilę przytuleni do siebie i nikt nic nie mówi. 

      Staram się zjadać z nimi śniadania i kolacje, bo wtedy fajnie się gada. 

      - Mamo, wiesz, jak tak sobie rozmawiam z kolegami, to myślę, że chyba mam najlepszą z nich sytuację - mówi Michał robiąc nam herbatę.

      - To znaczy jaką? - pytam zaciekawiona, bo jego przemyślenia czasem mnie zaskakują.

      - No jeśli chodzi o nasz układ rodzinny. To mam najlepszą chyba.

      - Że niby masz dwie matki i dwóch ojców? I przyszywane rodzeństwo? Co jakiś czas inne? - puszczam do niego oko.

      Michał śmieje się, ale w zasadzie widzę, że chce powiedzieć coś ważnego, bo poważnieje:

      - Bo wiesz co, zawsze mogę z tobą porozmawiać o wszystkim, nie mam szlabanów ani kar, zawsze mi wszytko tłumaczysz i mogę podejmować sam decyzje. Z K mogę porozmawiać też o wszystkim, z tatą razem oglądamy filmy, rozmawiamy o komputerach i czasem biegamy. Jest normalnie, dobrze. I spokojnie.

      Myślę nad tym, co powiedział. 

      - Wiesz co, strasznie się martwiłam, że nasz rozwód będzie dla Was traumą, że będziesz się czuł źle, że masz taką rodzinę. Ale potem pomyślałam, że najważniejsze w tym wszystkim jest to, że cię kochamy. Wszyscy. Możemy się kłócić i godzić, ale tej miłości nic nie zatrzyma. Ani u taty, ani u mnie, sądzę nawet, że też u K. Martwiłam się, że nie będziesz miał dobrego wzorca, takiej pełnej rodziny, ale potem pomyślałam, że można  nasz układ wykorzystać inaczej, bo masz za to dwa wzorce: związek taty i mój. I z obu czerpać to, co najlepsze.

      - No właśnie, bo u taty na przykład podoba mi się, że razem z Gosią mają te same zainteresowania, razem biegają, słuchają tej samej muzyki. A u ciebie, że pomimo,że się tak długo znacie, nie możecie wytrzymać bez siebie kilku godzin. Ciągle do siebie dzwonicie i smsujecie i że dostajesz od K zawsze różę. I że nawet jak się kłócicie, to sobie żartujecie.

      Przytulam go mocno, bo kocham go nad życie. Mój mały duży mądry synek.

      - bardzo bym chciała, żebyś był szczęśliwy synku.

       

      I tak minął mi miesiąc. Na walce z chorobą, na rozmowach z dziećmi, na zawalaniu pracy. Pierwszy raz od miesiąca  Piotrek dał się namówić na nocleg  u taty, bo w ogóle nie chce ostatnio do niego chodzić. Całe szczęście, bo bardzo potrzebowałam zregenerować głowę.

      A teraz leżę sobie właśnie w wielkim łóżku. Obok pochrapuje K -odsypia noc. Za oknem rozpościera się widok na Polanicę Zdrój. Promienie słońca delikatnie muskają nagie plecy K. Teraz, w tej chwili nie istnieje nic poza nami. Wszystkie problemy na chwilę odsunęłam. Taki reset jest potrzebny, nawet bardzo. Znikamy więc aż do jutra. 

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      sobota, 12 grudnia 2015 12:12
  • czwartek, 03 grudnia 2015
    • Tylko nie przy dzieciach...

      Mój brat zaprosił nas do restauracji. K akurat nie było, siedzieliśmy więc w składzie: mój brat z żoną i jego dzieci oraz ja i moje dzieci.

      Po jedzeniu dzieciaki coś tam sobie robią, dorośli gadają. Piotrek siedzi obok mnie, bo nie chce mu się bawić z dziećmi. 

      Mój brat opowiada coś o telefonie:

      - no i spierdzielił i się te telefon

      - jak to spierdzielił - pytam zdziwiona

      - może nie przy dzieciach? - wtrąca się Piotrek na sztywno

      - yyyyy - brat patrzy na mnie nie wiedząc o co chodzi

      - spierdzielił - podpowiadam szeptem

      - yyyyyy- przepraszam cię Piotrusiu, wujek nie wiedział, że to przekleństwo - tłumaczy się brat

      - nie, to nie przekleństwo wujku, to BRZYDKIE SŁOWO!

       

      No. I wszystko na temat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 grudnia 2015 22:10
  • poniedziałek, 16 listopada 2015
    • Piotruś

      Piotrek od dwóch tygodni nie chodzi do szkoły. Jakoś udaje nam się w miarę na bieżąco nadrabiać zaległości, ale martwi mnie to co się z nim dzieje. Po jelitówce, która trwała krótko ale chyba najintensywniej jak to mozna sobie wyobrazić nie doszedł do siebie. Codziennie go mdli, szczególnie rano i wieczorem. Myślałam nawet, że to nie jelitówka ale stres, zrobiłam mu wyniki i hemoglobina powyżej normy, nieznacznie ale powyżej, co mnie totalnie zaskoczyło biorąc pod uwagę, że nie je warzyw i owoców i ostatnio prawie nic nie je

      Wczoraj wieczorem dostał taki krwotok, że aż tryskało. Suma summarum zapakowałam go dziś do lekarza, tym bardziej, że znów był blady i zielony i było mu niedobrze.

      Dostaliśmy skierowanie na aspat, alat i leki na helicobacter, żeby ułatwić wygaszanie procesu zapalnego śluzówki. Może to i ma ręce i nogi. Patrząc jednak na Piotrka spodziewałoby się silnej anemii, a tu niespodzianka.

      Jeden tylko jest plus tej sytuacji. Wyznanie z wczoraj, z przytkanym przez opatrunek nosem:

      - mamusiu, dlaczego mnie to wiecznie spotyka!!! - buczy młody - ja nie chcę być ciągle chory

      - ale kochanie, to tylko krwotok z nosa, masz po prostu słabe naczyńka - to nie jest choroba

      - ale ja tak bardzo chcę być zdrowy, nawet obiecuję, że postaram się zjeść najgorsze lekarstwo!!!

      To wyznanie i zobowiązanie życia. Zobaczymy.

      I jeszcze jedno:

      - mamusiu, jak dobrze, że cię mam - nie wiem co bym bez ciebie zrobił buuuuu

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Piotruś”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 listopada 2015 11:34
  • środa, 11 listopada 2015
    • Dywan

      Piotrek od godziny tarza się po dywanie, który mamy gdzieś od 3 lat, bo jest taaaaaaki miły. A ja go tylko odkurzylam. Hm. :)

       

      Dziś nadrabiałam z Piotrkiem zaległości szkolne, jutro idzie w końcu do szkoły. Akurat na polskim przerabiają przymiotniki opisujące charakter, osobę. M.in. mieliśmy "niesłowny" - miał opisać, co to znaczy.

      - nie obraź się mamo, ale to trochę dotyczy ciebie...

      - no jak to - dziwię się z lekka - chcesz mi powiedzieć, że jestem niesłowna? Zawiodłam cię kiedyś?

      - nie, ty nie, ale tak wszyscy mówią o dorosłych - mówi Piotrek

      - no dobrze, ale nie możesz tak mówić o mnie, skoro nie masz podstaw, a mówisz tak tylko dlatego, że tak ogólnie usłyszałeś. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka.

      - nawet kotów nie można wrzucać do worka - Piotrek na to po głębszym zastanowieniu

      - nawet kotów, kochanie, nawet kotów.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2015 18:36
  • wtorek, 10 listopada 2015
    • Codzienność

      Ja nie wiem, jak to jest, że 3 miesiące przeleciały mi jak z bicza strzelił. Normalnie nie zdążyłam się obejrzeć a już jesień! A teraz zima prawie!

      W zasadzie bieg mi nie przeszkadza, tylko trochę żal, że coraz starsza jestem. 

      Michał ma dziewczynę i jest przeszczęśliwy. I opuścił się w nauce oczywiście, ale staram się zachować zdrowy rozsądek. Co najwyżej pomagam mu uporządkować w głowie priorytety, ale że miłość jest ślepa, to ciężko to idzie. 

      Ostatnio zauważyłam, że im chłopcy są starsi, tym częściej się przytulają. Obecnie wieczór kończy się tak, że wiszą na mnie dwa draby i chyba będę mieć garba. Ale uwielbiam to.

      Piotrek miał w zeszłym tygodniu jelitówkę i to taką fest, do tego stopnia, że wylądowaliśmy w szpitalu. Na szczęście był K i nas nas zawiózł. Ubawiłam się trochę, bo Piotrek siedział w aucie totalnie przerażony cicho skomląc pod nosem: tak się o SIEBIE boję.....tak się o siebie boję.......

      - ale czego się boisz? - zapytałam zdziwiona myśląc, że chodzi o szpital

      - że coś mi się stanie... - odparł Piotrek zawodząc. 

      Boże, ile cżłowiek natłumaczy się tym dzieciom oczywistości! Po którymś razie zaczyna sie wątpić, czy oczywistość jest aby na pewno oczywistością, skoro tyle razy się tłumaczy...

      Mam autostradę myśli w głowie i nie wiem od czego zacząć, więc chyba zacznę od sms do K, bo mu obiecałam a zaraz zasnę, pomimo hałasu w głowie.

      Rany. kolejny dzień mi uciekł. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 listopada 2015 23:23

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

;