Cwałem przez życie

Wpisy

  • środa, 20 maja 2015
    • ?

      Z racji pogody i pory roku powinnam mieć zwyżkę a mam zniżkę. Może to z powodu pracy, która mi się podoba i firma mi się ciągle podoba, ale nie umiem przeskoczyć pewnych własnych niedoskonałości i nie potrafię znaleźć sobie klientów. Może stąd ten kryzys. Ale kto powiedział, że będzie lekko? Może jakoś przebrnę przez to załamanie. Szkoda by było teraz zwątpić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      środa, 20 maja 2015 00:46
  • poniedziałek, 11 maja 2015
    • Maj

      Niech trwa...

      Jedyna pora roku, którą kocham miłością bezwarunkową i wierną. Tzn warunkową trochę, no bo to słońce kocham tak właściwie.

      Ostatnio żyję od wyjazdu do wyjazdu, tym razem czekam na wakacje. Zarezerwowaliśmy z K najpiękniejszy apartament świata w najpiękniejszym miejscu. Teraz do sierpnia trzeba na to zarobić ;-) Ale za to wakacje będą dla nas najpiękniejsze.

      Dziś K znów wyjeżdża, a moje hormony buzują jak u nastolatki, więc właściwie gdyby nie dzieci, wsiadłabym z nim do auta i niech się dzieje co chce. Tymczasem pachną konwalie, które dziś od niego dostałam, a mi pozostało wypatrywać go znowu. Całe 5 lat już go kocham. Na zabój.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 maja 2015 21:24
    • Ogórek Piotrka

      Wczoraj mój tata miał urodziny, zgarnęłam dzieci i pojechałam, z upieczonymi wcześniej dla niego rogalikami. Było bardzo miło, bo byliśmy wszyscy, tzn z rodzeństwa, cała piątka dopisała z mężami ni żonami, tzn bez mojego Niemęża. Siedzimy tak sobie i gawędzimy, trochę o wyborach kto na kogo, pośmialiśmy się z polskiej rzeczywistości i z tego, że żaden kandydat nam nie pasuje. Rozprawiamy tak, a mój brat wypala nagle:

      - ja to pójdę na Ogórek głosować!

      - no, nie dziwię się: bardzo ładna blondynka... - mówię szybko

      Bratowa lekko się skrzywiła, ale nic to. Kątem oka złapałam błysk w oku Piotrka.

      - oj, coś czuję, że szykuje się rozwód - Piotrek oświadczył nagle głośno z szelmowskim uśmiechem

      Zapadła lekka konsternacja, więc pytam:

      - a dlaczego synku?

      - no jak to, jak wujek zagłosuje na Ogórek, to ciocia będzie zazdrosna...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 maja 2015 21:20
  • wtorek, 05 maja 2015
    • Majówka

      Kocham maj. Od zawsze. Buchającą wieloodcieniową zieleń i konwalie, majowe w kościele i bociany. Buzujące hormony, moje też.

      Majówka nam się udała mimo wiatru, deszczu i zimna. Pracujący czwartek nie skończył się o 14, ale o 19, więc zajechaliśmy nieco późno, bo po 21-szej. K wyczarował szampana, truskawki i kwiaty - kocham go za to od zawsze...przy nim bezkarnie mogę robić za księżniczkę:)

      Ustaliliśmy, że rano wyruszamy na zwiedzanie Jury.

      Noc zwykle w takich przypadkach jest za krótka, szczególnie gdy jest kominek, szampan i majowe hormony. Przez okna wpadała poświata księżyca, słychać było odgłosy życia za oknem, a nam wciąż spać się nie chciało...

      Rano kawka na tarasie, wystawiłam się trochę na słońce, które leniwie wypełzło zza chmury, żeby zaraz znów się za nią schować. Nie wnikam, co robiło w nocy, ale świecić mu się nie chciało. Zerwał się wiatr. 

       

       

       

      Noclegi wzięliśmy bez śniadania, więc trochę już głodni, ogarnęliśmy się i postanowiliśmy poszukać śniadania i ruszyć Szlakiem Orlich Gniazd. Pierwsze, w Olsztynie było 30 km od naszego hotelu. Nie dało się jednak. Ujechaliśmy z 15km i musieliśmy zatrzymać się na parkingu w lesie, bo żadne z nas nie było w stanie prowadzić, tak nas nagle ścięło. Pospaliśmy więc z godzinkę w aucie i ruszyliśmy dalej. Ku śniadaniu, które na szczęście mogliśmy zjeść pod zamkiem.

      Wiało tak, że prawie wyrwało mi włosy, ale jakoś daliśmy radę i weszliśmy na ten pagórek olsztyńskiego zamku, z którego rozpościerał się widok na piękne zielone pola Jury i wznoszącą się na horyzoncie wieżę Jasnej Góry.

      Kolejnym punktem był Mirów, potem odremontowany Boboliniec i wreszcie Ogrodzieniec z całodniowym parkingiem za 5zł, linoparkiem i placem zabaw. 

       

       

      Chwilowo mieliśmy dość zamkowych ruin. Największym zaskoczeniem był zamek w Bobolińcu, który z ruin odremontowany do stanu świetności, udostępniony zwiedzającym prezentował się bardzo okazale. 

      Wróciliśmy do Czarnego Lasu wykończeni. Padłam tak szybko, że nawet nie wiem kiedy. Na drugi dzień wracając pojechaliśmy przez Świerklaniec, zwiedzając potężny park i Dom Kawalera, żałując, że Mały Wersal został doszczętnie zniszczony. 

      Po tych kilku dniach stwierdziliśmy, że Jura jest piękna, jest wiele zakątków, które można zobaczyć, pozwiedzać. Dzieci nie będą się nudzić, ponieważ możemy latem zwiedzić nie tylko zamki, ale też jaskinie, których jest całkiem sporo i rezerwaty. Wróciliśmy wykończeni ale szczęśliwi z pomysłem na wakacje.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 maja 2015 09:21
  • środa, 29 kwietnia 2015
    • Spotkanie roku

      Dziś dzień szaleńczy, jak co dzień, tempo niezmiennie. Od rana wszystko zaplanowane co do minuty, oczywiście z marginesem na moje wpadki-wypadki. Czuję się jakbym biegła w sztafecie, tylko że bez zmieniania się. No bo maraton to nie jest - tempo inne.

      Ale do rzeczy. Na 17 musiałam przygotować dzieci, bo Rex miał po nich przyjechać i od razu mieli jechać dalej. No to przygotowałam i czekam jak na szpilkach, bo potem musiałam gnać dalej, bo umówiłam się z bratem, żeby dać mu coś, co u mnie zostawił. Rex zgłosił się punktualnie, tylko Piotrek oczywiście nieco bezpośredni, stanął na schodach i pyta na całą klatkę:

      - a tata, a co to za Gosia? (musiał słyszeć, jak rozmawiałam ze szwagierką po ichniej imprezie, wczoraj też mnie o to pytał, ale odesłałam do taty)

      - zobaczysz - Rex delikatnie zmienił kolor na czerwony

      - ale to twoja nowa przyjaciółka, czy jakaś ciocia? Bo mama nie wie.

      Rex zaognił buraka.

      - zobaczysz...

      Zgarnął dzieci i poszedł. Zdążyłam jeszcze kątem oka zauważyć, że Michał puścił mi oko.

      - Piotrek, mógłbyś nie pytać mnie o takie rzeczy przy mamie, mogła czuć się nieprzyjemnie - dochodzi do mnie glos Rexa zza zamkniętych już drzwi.

      Trochę jestem zdziwiona, bo jeśli ktokolwiek mógł się czuć nieprzyjemnie, to on. 

      Ponieważ czas naglił, zawinęłam się i pojechała do brata, po drodze dzwoniąc, że zaraz będę. 

      - czekam przed domem - powiedział mi brat, który mieszka na przeciwko Rexa.

      Zajechałam i co widzę? Brata, Rexa i...czyżby tajemniczą Gosię????

      Przez chwilę, dosłownie 3 sekundy, zastanawiałam się co zrobić. No ale co można było zrobić? Widząc czerwoną twarz Rexa, zdezorientowaną minę Gosi, która nie wiedziała co się dzieje i brata dającego mi jakieś znaki za ich plecami, podeszłam pewnym krokiem, prezentując wszystkie zęby i przedstawiłam się. 

      Oczywiście szybki rzut oka na zastępczynię zastępczyni: farbowana blondynka z długimi włosami, trwała, w wieku raczej starszym niż ja, trochę przy kości, całkiem ładna by była, gdyby jej twarz nie była zniszczona fajkami. Uśmiechnięta (dopóki nie zorientowała się, kim jestem). Nieźle, jak na szybki rzut oka, co?

      Na to wszystko podbiega Piotrek i pyta:

      - mamo, co tu robisz, jesteś zazdrosna???

      Momentami jego dosłowność i brak empatii jest kłopotliwy.

      - Nie kochanie, przyjechałam do wujka, myślałam, że wy już jesteście w drodze. A tak naprawdę, to ŚLEDZĘ WAS...

      W międzyczasie Rex zwinął Gosię i zostaliśmy sami z bratem.

      - mogłeś mnie uprzedzić

      - dopiero przyszli, nie zdążyłem.

      Załatwiliśmy sprawę i pojechałam do domu.

      No, to by było na tyle a'propos spotkania roku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Spotkanie roku”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      środa, 29 kwietnia 2015 17:49
  • poniedziałek, 27 kwietnia 2015
    • Szaleństwo

      Nie mam na nic czasu. A właściwie mam na wszystko tylko nie na pisanie. W ostatni weekend np przeczytałam 2 książki, zajmowałam się swoimi dziećmi+bratankiem, zdążyłam być u kosmetyczki i upiększyć stopy i dłonie, pojechać na badania, potem do lekarza i jeszcze urodzić kamień czy piasek, wszystko jedno co, ale przestałam chodzić po ścianach. Zrobiłam 3 razy zakupy i jedne zawiozłam K2, ogarnęłam dom i jeszcze zrobiłam 3 pralki prania. W niedzielę śniadanie, msza, wyjazd do brata, a potem goszczenie drugiego brata i jeszcze spisanie 3 wniosków. To i jak tu pisać?

      W czwartek byłam na niesamowitych warsztatach z serii jak zostać szczęściarą. Uzmysłowiłam sobie, że ja jestem szczęściarą, tylko proces zanim to do mnie doszło był długi. Ale jestem już po drugiej stronie:)

      Chciałabym tyyyle napisać. O tym, jak we wtorek pojechałam do Wawy i siedziełam kilka godzin w Złotych Tarasach pijąc kawę, herbatę, czytając książki i gapiąc się na biegających w dole ludzi. Pojechałam na 6 spotkań, z czego wyszły 3. To trzecie na dzień drugi. Ale za to przygarnęła mnie na noc koleżanka bliska bardzo mojemu sercu, z którą się znałam tylko z internetu. Po 13 latach miałyśmy okazję poznać się w realu. Byłam tak zestresowana, że zagadałam ją na amen. Niepowtarzalny wieczór. I tak naprawdę chyba dlatego pojechałam do tej Wawy. Pal sześć spotkania.

      To był wyjątkowy miesiąc. Nic mi nie szło. Albo inaczej: wszystko szło zupełnie w drugą stronę niż powinno wg mnie. Pierwszy raz w swojej karierze w obecnej firmie nie spisałam ani jednego wniosku przez 3 tyg. Wszyscy klepali mnie po plecach i pocieszali, ale ja założyłam, że padnę ostatnia, bo to niemożliwe, żeby było prawdą, że będę mieć "łysy" miesiąc. I proszę: w ostatnim tygodniu 4 wnioski:))) Zrobiłam kryteria. Dziś wszyscy znów mnie poklepywali ale z niezłym zdziwieniem:) Wiedziałam, że to niemożliwe, żeby nic nie było. Statystycznie niemożliwe.  A matematyka musi się zgadzać, o ile nie odwala się fuszerki:)

      Nie poszłam na imrezę do mojego brata, ale dzięki temu mogłam zająć się moim bratankiem, bo inaczej mieliby kłopot. No i dowiedziałam się, że Rex ma nową przyjaciółkę. tym razem z Poznania. Daj im Boże, żeby się ułozyło. Pod warunkiem, że będzie dobra moich dzieci.

      Piotrek w weekend przeszedł sam siebie, robiąc mi eksternistyczne szkolenie dwudniowe pt "Jak najszybciej wystrzelić matkę w Kosmos" i prawie mu się to udało, ale matka za ciężka jednak i się mocno trzyma grawitacji nieczuła na obelgi i starcia. Ostatnim punktem był dzisiejszy poranek, gdy rzeczony Piotr po informacji, że za 15 min musimy wyjść, wlazł do WC i przesiedział tam cichaczem pół godziny ignorując moje zaklęcia. A że K naprawił w końcu zamek od WC, tylko tak jakoś inaczej, że nie szło go z zew otworzyć, tak też nie mogłam się dostać do środka i musiałam zadowolić się odpowiedziami na moje pytania: czy masz biegunkę? Czy masz zatwardzenie? - jednym skromnym NIE WIEM. Chociaż wie, co to, bo ostatnio przerabialiśmy.

      Michał wpadł na pomysł i po prostu nastawiliśmy mu zegar w kuchence, żeby zadzwonił za 5 min, a wtedy ma wyjść i ubrać buty, wcześniej myjąc ręce. I poszliśmy, bo czasu już nie było. Kontrolnie wykonałam tel za 5 min i Piotr odebrał, czyli wyszedł. To ci sposób na bunt. Wyszedł więc i z domu i nawet zamknął drzwi, bo wysłałam opiekunkę, żeby sprawdziła. Licho nie śpi i a nuż coś by młodemu w główce namieszało.

      Tymczasem dni ostatnio pięęęękne, więc i balkon przygotowałam na codziennie co ranne lub co wieczorne picie kawy i czytanie książki. 

      Żyję więc pełnią życia a teraz odliczam dni do czwartku, kiedy to K porywa mnie do Czarnego Lasu na harce i swawole. 

      Ach i och. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Szaleństwo”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 27 kwietnia 2015 19:47
  • czwartek, 16 kwietnia 2015
    • Misz masz

      Piotrek wyzdrowiał a ja się pochorowałam. W sumie to nie wiem czy to alergia czy choroba ale robię za gruźlika i całkiem nieźle mi to wychodzi. Tymczasem trzeba pracować. 

      Ostatnio żyję od wyjazdu do wyjazdu - tym razem czekam na majówkę, bo znów jedziemy do Czarnego Lasu. Odliczam dni i wyglądam K.

      Tato mój ma niedokrwistość typu AB, czyli niedobór B12, stąd wszystkie problemy. Wiedziałam, że przyczyna tych wszystkich problemów musi mieć wspólny mianownik. Przeryłam Szczeklika i wygląda na to, że większość objawów powinna się cofnąć przy odpowiednim leczeniu. Łącznie z otępieniem.

      Mój brat zaprosił mnie i K na imprezę z okazji swojej 10 rocznicy ślubu. Uprzedził mnie jednak, że zaprosił też Rexa. Tak więc nie idziemy i powiedziałam mu, że sorry, ale nie chce mi się już do nikogo naginać i wesele naszej siostry było ostatnią wspólną z Rexem imprezą.

      Absurd to jakiś i brak wyczucia, ale daleka jestem od oczekiwania od mojego brata, żeby zerwał relacje z Rexem ze względu na mnie. Skoro się lubią, to proszę bardzo, ale niech mi pozwolą nie brać w tym udziału. To, co dobre, to przestało mnie to boleć, postęp więc zaliczony.

      Za chwile będzie lato, a ja czuję w sobie tą wiosnę i nową, świeżą energię. Chłopcy rosną, zaraz będą wakacje i kolejna klasa. Michał wszedł ostro w wiek dojrzewania, ze wszystkimi hormonalnymi problemami z cerą. Zadaje pytania z tzw "męskiej" strony świata, na które niekoniecznie znam odpowiedzi z autopsji. Proponuję mu, żeby moją odpowiedź zweryfikował z odpowiedzią Rexa, a on mówi, że woli zapytać K. Bo Rex wyśmiewa. Szkoda, że tak jest. Dobrze, że ma zaufanie do K.

      Zrobiłam dziś porządek na balkonie i jutro zasiadam tam z kawą. Wypadałoby jeszcze jakieś kwiatki zakupić. Może w sobotę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Misz masz”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 kwietnia 2015 18:30
  • czwartek, 09 kwietnia 2015
    • Zderzenie

      Co jakiś czas zderzam się z życiem. Czołowo. Tak dla zasady. Moje życie bez wstrząsów nie funkcjonuje.

      No więc, jak jest cudnie i miło, zawsze coś rypnie. I tym razem tak się stało. W poniedziałek odbierałam chłopców od Rexa i okazało sie, że Piotrek chory. Kaszle jak gruźlik, więc trzeba było do lekarza z nim. No to pojechałam. Potem do apteki po antybola. Też pojechałam. Potem z antybolem do gęby Piotrka. I tu zonk. Bo gęba nie chce. Bo są granulki. A kiedyś się nimi zakrztusił. I co z tego, ze wodą też się krzustił a dalej pije. Granulkami zakrztusił się bardziej.

      Aaaaaa ja do pracy muszę i nei mogę, no bo bez antybola nie wyzdrowieje ten mój Antyantybol.

      No i jazda przez godzinę. Strzykawką nie, łyżeczką nie, z sokiem nie (sprawdziłam czy tak można). Kara? Trudno: daj mamo tą karę bo i tak nie wypiję. Nie kochasz mnie mamo, tylko kary dajesz. 

      Boże za co? Za co???? Że niby cierpliwa jestem, tak? albo może za mało i to takie szkolonko jest małe, tak?

      Dobrze, będę się szkolić i całe życie, tylko zrób coś, żeby Młody lekarstwo zjadł i żebym mogła do pracy pojechać.

      Po godzinie jestem w takim stanie, że wylewam lekarstwo do zlewu i jadę do pracy rycząc. Ryczę jeszcze trochę w pracy nawet po cichu, aż w końcu uświadamiam sobie jakie to głupie i przestaję. No bo ludzie inne problemy mają, a ja tu się kaszelkiem przejmuję i odpornością mentalną mojego dziecka. 

      Przecież zawsze można w pięciu chłopa wziąć toto nadąsane maleństwo i tyłek nakłuć jak potrzeba zajdzie, no bo jak syropku nie, to zastrzyki. 

      I tak pana wyleczymy! A co! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zderzenie”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 kwietnia 2015 23:37
    • Święta

      Były najpiękniejsze. K wiedział, czego mi brakuje, albo inaczej: co mnie stawia do pionu. Odrobina luksusu, odrobina uwagi i nic nierobienie. W zasadzie nic nowego:)

      Ale prywatne jacuzzi z paterą owoców i winem, przy świecach - to było zawsze moim marzeniem.

      Do tego K mi się oświadczył. Tak można powiedzieć. Bo te oświadczyny to były tak wstępnie, albo się wygadał, że ma taki zamiar. Ale to potrwa pewnie jeszcze z rok, zanim się ziści. Albo i dłużej, dopóki nie pozamyka swoich spraw, które dla mnie są nie do przeskoczenia, gdy pozostaną otwarte. A że zamyka je 5 lat już, to pewnie za szybko się to nie skończy.

      Nie mniej zaskoczył mnie, że myśli o tym i że chce. Bo myślałam że dla niego nie ma znaczenia ten kawałek papieru. Dla mnie ma, chociaż nie wiem, czy tak naprawdę tego chcę. No to mamy jeszcze czas, zanim wyskoczy z tym oficjalnie. O ile nic się nie zmieni.

      W każdym razie było romantycznie, ciepło i cudownie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 kwietnia 2015 23:24
    • Odkrycie

      Przyszły wyniki taty z histopatologii. Wszystkiemu winna witamina B12 a właściwie jej brak: niedokrwistość typu AB, jak w Szczekliku sobie o tym poczytałam, to wszystko się zgadza. Łącznie z kolorem skóry, tarczycą i stanem otępiennym. Musi być lepiej, no nie ma bata.

      Tato, trzymaj się.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      grazkaj12
      Czas publikacji:
      czwartek, 09 kwietnia 2015 23:19

Wyszukiwarka

Autorzy

Kanał informacyjny

;